Mariusz Pt 17 paź, 2003 23:48
Ante s.cript:
historia, ktora tutaj opisuje jest dla mnie tak niesamowita, że zastanawiałem się, czy ja tu przedstawić, aby nie być pomównionym o grafomaństwo, szukanie tanich sensacji itp.
Ale nie zdzierżyłem i przemogłem sie.
Od razu zaznaczam, że korzystałem z wypowiedzi i opinii :
Panów Historyków bedacych dla mnie Autorytetami: Wieczorkiewicza, Kunerta, Poksińskiego, Chlebowskiego, oraz red Baliszewskiego.
Ponadto wykorzystałem pozycje:
- Ryszard Mirowicz ,, Edward Rydz - Śmigły'' Warszawa 1988
- Cezary Lżeński ,,Kwatera 139"" Lublin 1989
- art.prasowy ,, Telefon od Śmigłego''
Co by nie mówić o Śmigłym, to w okresie międzywojennym był on bardzo popularną osobistością. Zasłużył się i to wybitnie w okresie legionowym i w czasie wojny 1920 r. Jego popularność wzrosła jeszcze bardziej, kiedy po śmierci
Piłsudskiego został powołany na stanowisko Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych. Było to jedno z najwyższych stanowisk w II Rzeczypospolitej. Dawało możliwość wpływania na całokształt przedsięwzięć związanych z obronnością kraju. Śmigły zapoczątkował proces szerokiej modernizacji ( jak na nasze warunki) Wojska Polskiego.
Dostrzegł, że w porównaniu z armiami naszych potencjalnych przeciwników, jesteśmy coraz słabsi i coraz bardziej zostajemy w tyle.
I byłoby bardzo dobrze, gdyby na tym poprzestał, zajmując się tylko tym, do czego urząd Generalnego Inspektora, a w czasie wojny Naczelnego Wodza go zobowiązywał.
Niestety, Śmigły po jakimś czasie zrezygnował z roli biernego obserwatora życia społecznego i coraz częściej zaczął występować publicznie, mówiąc o sprawach niezwiązanych z wojskiem. Stopniowo, powoli wysuwał się na czoło elity władzy. Miało to swoje uzasadnienie: był on w obozie rządowym postacią nową, nieobciążoną politycznie. Poza tym w Polsce wtedy panowała dość specyficzna sytuacja: jakoś Beck nie mógł osiągnąć sukcesów w polityce zagranicznej, a i w kraju nie działo się najlepiej. Za pomocą zręcznej propagandy zaczęto kreować Śmigłego na następcę Marszałka, na wodza narodu. Społeczeństwo chciało w nim widzieć osobę, która wyprowadzi kraj z niekorzystnej sytuacji. Narastające zagrożenie ze strony Niemiec jeszcze bardziej umocniło pozycję Śmigłego. Naród chciał mieć kogoś, na kim możnaby się oprzeć. Stał się postacią pierwszoplanową, przyćmiewając nawet Prezydenta.
Pisano o nim wiersze, plakaty z jego podobizną wisiały praktycznie wszędzie. Śmigły nieświadomie, a może nie, poddawał się temu i coraz bardziej stawał się politykiem a coraz mniej żołnierzem.
Czar prysł jak bańka mydlana po zakończeniu Wojny Obronnej 1939 r. Pierwsza osoba w państwie w niecały miesiąc stała się politycznym bankrutem. Społeczeństwo przeżyło szok. Przecież nie tak dawno,,silni, zwarci, gotowi’’ albo,,nie oddamy nawet guzika’’ lub,,nikt nam nie zrobi nic, bo z nami jest nasz dzielny Rydz’’, a w rzeczywistości państwo zostało rozbite i dostało się pod panowanie dwóch najbardziej krwiożerczych dyktatur w nowożytnej historii, przy rządach których bladły nawet najbardziej antypolskie poczynania zaborców w okresie 123 letniej niewoli.
Jednakże mowa będzie, o czym innym.
Prof. dr. Paweł Wieczorkiewicz powiedział:,, jest to jedna z zagadek wojny, zagadek w każdym razie polskich.
Usiłowały ją złamać po 45 r. najtęższe umysły ulicy Rakowieckiej. Powołano kilka kolejnych komisji Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, potem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, wreszcie Wojskowego Instytutu Historycznego. W zasadzie bez skutku. Komisje doszły do wniosku zgodnego w kolejnych raportach, że marszałek Edward Rydz - Śmigły został otruty. Z tych wniosków potwierdzono ekshumacją w tym znanym nam grobie na Powązkach, przeprowadzona w 1947 r., że człowiek lezący w tym grobie nie jest Edwardem Rydzem – Śmigłym.’’
Internowany w Rumunii Śmigły 27.11 1939 r. zrzeka się funkcji Naczelnego Wodza na rzecz gen. Sikorskiego. W grudniu 1940 r. po ucieczce z Rumunii przechodzi na Węgry. W październiku 1941 r. potajemnie, w najgłębszej konspiracji wraca do Polski. Nie tak, jak oczekiwał – na czele Wojska Polskiego. Przedziera się przez góry, aby dotrzeć do Ojczyzny i włączyć się w wir walki z okupantem. Niestety zaraz umiera i zostaje pochowany tak jak przybył: potajemnie i w najgłębszej konspiracji pod przybranym nazwiskiem Adama Zawiszy….
Czyż to nie piękna, romantyczna legenda? Bo przecież on jak Dąbrowski z ziemi obcej do Polski, niczym Jan Kazimierz wracający z wygnania. Legenda o nieszczęsnym Naczelnym Wodzu pobitej, ale nie pokonanej armii, zmuszonego uchodzić z kraju przed nawałą dwóch agresorów.
W okresie PRL, a w szczególności w czasach stalinowskich, kiedy to szkalowano wszystko, co wiązało się z II RP, legenda ta była potrzebna i wiele osób się nią podbudowywało. Nawet już trochę wybaczono Śmigłemu, że we wrześniu doprowadził do tak bezprzykładnej i szybkiej klęski.
Trochę czasu minęło od tamtych wydarzeń i chyba już czas określić granice między legendą a faktami.
Faktem jest, że Śmigły wraca do Polski, – ale, jako kto? Na pewno nie w roli Naczelnego Wodza, bo przecież jest nim Sikorski. Nie wraca też jako żołnierz, bo dla Marszałka Polski miejsca w wojsku już nie ma.
Wraca Śmigły – polityk.
Należy przypomnieć, że w czasie pobytu na Węgrzech Śmigły wraz ze swym najbliższym współpracownikiem inż.Julianem Piaseckim zakłada organizację polityczną Obóz Polski Walczącej. Ludzie Śmigłego, zaufani wyżsi oficerowie przedostają się falami z Węgier do Polski już od początku 1941 r. i kiedy marszałek wraca do kraju OPW liczy już od kilkuset do kilku tysięcy znakomicie przygotowanych i doskonale zakonspirowanych żołnierzy.
Jest to ruch w odwrotną stronę, bo przecież jeszcze wtedy trwał proces przedostawania się na Zachód polskich żołnierzy, był wywołany bezpardonową walką polityczną wydaną przez gen. Sikorskiego swym rzeczywistym i wyimaginowanym przeciwnikom. Wiadomo, ze czystka prowadzona przez Generała miała szerszy zasięg niż to, co robił Piłsudski po zamachu majowym w 1926r. Sikorski nie cofnął się nawet przed utworzeniem obozu dla internowanych oficerów, pozbawiając ich tym samym możliwości dalszej walki.
W sprawie powrotu Śmigłego do kraju dysponujemy pewnymi dokumentami: dwie depesze Naczelnego Wodza z 15.02 i 27.09 1941 do Komendanta Głównego AK mówiące, że przybycie Śmigłego do kraju to dywersja w stosunku do Rządu Polskiego. Jest to w pewnej mierze swoisty wyrok na Śmigłego i jego współpracowników.
Sprawą następną jest termin jego powrotu. Dlaczego tak późno? Przecież od grudnia 1940 r. przebywa na Węgrzech a wtedy przedostanie się przez Słowację nie nastręczało większych trudności. Wydaje się, że jesienią 1941 r. wiele wskazywało na to, ze losy wojny są już przesądzone i klęska ZSRR to kwestia krótkiego czasu. Zresztą przecież o tym był przekonany sam Stalin. Wszelkie oceny zmierzające do przewidywania takiego, a nie innego rozstrzygnięcia były w ówczesnej rzeczywistości niepozbawione podstaw.
W kontekście takiej, a nie innej oceny wydarzeń na froncie sowiecko – niemieckim, należy przypomnieć kilka faktów wiążących się w pewną całość.
W maju 1941 r. w Budapeszcie odbywają się rozmowy, o których niewiele wiemy. Uczestniczy w nich płk Marian Szteifel – człowiek bliski Śmigłemu i jacyś przedstawiciele administracji niemieckiej. Czego dotyczyły? Nie wiadomo, ale sam fakt daje wiele do myślenia.
Sprawa druga: już po powrocie do Warszawy Śmigły spotyka się z byłym premierem płk Leonem Kozłowskim, który w dramatycznych i nie do końca wyjaśnionych okolicznościach przedostał się przez front z Rosji do Generalnego Gubernatorstwa . Po powrocie jedzie do Berlina i prowadzi rozmowy z wysokimi funkcjonariuszami niemieckimi. Wiemy, że ze strony niemieckiej miały miejsce, czy to sondaże, czy to próby znalezienia porozumienia z polskimi politykami skłonnymi do współpracy. Padają nazwiska gen. Hartmanna, von Moltkego. Czy były to próby wykorzystania Polaków do wojny z ZSRR, czy też inicjatywa naszych polityków, aby w istniejącej sytuacji zachować choćby szczątkową formę jakiejś polskiej państwowości? Trudno jednoznacznie powiedzieć.
5 listopada 1941 r. w okupacyjnej Warszawie dochodzi do spotkania Śmigłego z gen. Grotem. Wiemy o tym z zapisków płka Pluty – Czachowskiego - Szefa Oddziału Łączności KG AK. Czego dotyczyły te rozmowy i jak się zakończyły, nie wiemy. Możemy się domyślać, że działalność polityczna Śmigłego w istotny sposób komplikowała życia polityczne Grotowi.
Tylko, co my naprawdę wiemy o tym, co się działo ze Śmigłym po powrocie do stolicy? Prawie nic. Wiemy, że zamieszkał przy ul. Sandomierskiej 18 u generałowej Maxymowicz – Raczyńskiej. Odwiedzali go: płk Pfeiffer,,Radwan’’ i płk Fieldorf,,Nil’’ a także Feliks Młynarski, Henryk Józefski, Janusz Radziwiłł i Maurycy Potocki. Tych dwóch ostatnich było dwukrotnie na wspomnianych rozmowach w Berlinie. Były jakieś rozmowy i próby prowadzenia działalności politycznej. Czy w duchu ewentualnej współpracy z Niemcami? Są to tylko domysły.
Sama właścicielka mieszkania Jadwiga Maxymowicz-Raczyńska, w jedynym wywiadzie udzielonym w 1981 r. wyraża się bardzo enigmatycznie i unika precyzyjnych odpowiedzi na pytania. Historycy już dawno dowiedli, że większość faktów przez nią podanych mija się z prawdą. Z tego, co udało się potwierdzić to,to, że Śmigły w pewnym momencie został stamtąd zabrany przez żołnierzy podziemia.
Było to właściwie internowanie przy ul. Marszałkowskiej 53A w pakamerze meblowej sierż. Jasińskiego. Warunki, jakie tam panują urągają wszelkiej przyzwoitości i Śmigły zapada na zapalenie płuc. Wiemy, że tam były z nim prowadzone rozmowy przez Grzegorza Pełczyńskiego i Benedykta Muzyczkę z ramienia KG AK. Czego dotyczyły?
Czy odbył się sąd nad Śmigłym zakończony jego degradacją? Jest połowa listopada 1941 r.
Dotykamy tutaj spraw nie do końca wyjaśnionych, jednakże są już znane pewne fakty, które rzucają światło na sprawę.
Na przełomie listopada i grudnia 1941 r. szlakiem Kozłowskiego, tylko w przeciwnym kierunku idzie misja,,Muszkieterów’’ Muszkieterów udziałem por. Czesława Szatkowskiego, występującego pod pseudonimem,,Mikołaj Zaręba’’. Należy zaznaczyć, że kilka tygodni wcześniej był on szefem ochrony Śmigłego. Przewozi on list do gen. Andersa, gdzie w formie ultymatywnej widnieje zdanie: przy pierwszej nadarzającej się okazji uderzyć na tyły wojsk sowieckich i przejść na stronę niemiecką.
Niestety, wiele wskazuje na to, że autorem tego listu jest Śmigły….
O wadze takiego posłanie nie trzeba chyba zbyt wiele mówić.
Rydz wraca do mieszkania generałowej Jadwigi Maxymowicz – Raczyńskiej. Wydaje się, ze przystaje na warunki postawione w czasie rozmów w mieszkaniu sierż. Jasińskiego, godzi się na sfingowany pogrzeb, który pozwoli mu żyć nadal, – ale jako prywatnemu człowiekowi.
I tutaj zaczyna się kolejna tajemnica. Rydz ma gwałtownie zapaść na zdrowiu. Jest badany przez dra med. Mariana Piaseckiego i Jana Roguskiego. Diagnoza – angina pectoris, czyli choroba wieńcowa serca.
Według Jadwigi Maxymowicz-Raczyńskiej, Śmigły zmarł w nocy z 1/2 grudnia 1941 r. w jej mieszkaniu. Poprosiła mieszkającego piętro wyżej sąsiada, aby był świadkiem.
Ponadto sporządzono swoisty akt zgonu podpisany przez inż. Juliana Piaseckiego, prof. Edwarda Lotha, doc. Jana Roguskiego, dra Jana Trzebińskiego, dra Mariana Piaseckiego – dyrektora Szpitala Wolskiego i wiceprokuratora Sądu Okręgowego Józefa Namysłowskiego, że 2 grudnia 1941 r. na angina pectoris zmarł Edward Rydz-Śmigły i został pochowany pod przybranym nazwiskiem Adama Zawiszy.
Wydawałoby się, że dokument ten, z racji komisyjnego sporządzenia jest niepodważalny, ale czy to wyklucza podejrzenie?
Około 1946 r. do kraju powrócił płk Zygmunt Cianciara, osobisty lekarz Śmigłego, zarówno sprzed wojny, jak i z Rumunii. Dowiedziawszy się, jaka jest podejrzewana, czy też stwierdzona przez lekarzy przyczyna zgonu Śmigłego, oświadczył, że jest to całkowicie niemożliwe, gdyż angina pectoris jest chorobą wieloletnią i nie powstaje nagle. Śmigły na tę chorobę nie cierpiał zarówno przed wojną, jak i w Rumunii.
Kiedy na początku lat siedemdziesiątych tzw. Komisja Radosława i Bezega prowadziła śledztwo, obaj, jako byli pułkownicy AK dotarli do Jadwigi Maxymowicz-Raczyńskiej celem wyjaśnienia chociażby części wątpliwości. Niestety, bez skutku. Nikomu nie wyjaśniła, aż do swej śmierci, w 1981 r. całej prawdy i o okolicznościach pobytu i prawdziwej przyczynie zgonu Śmigłego. Tuż przed swą śmiercią wprowadziła do swej historii postać płka Polaka.
Kim był płk Zygmunt Polak? Legionista, dowódca pułku w wojnie 1920 r., absolwent Wyższej Szkoły Wojennej, wybitny ( w opinii przełożonych) dowódca 32 i 55 pp. W sierpniu 1935 r. po wielomiesięcznej chorobie, przeniesiony w stan spoczynku.
Z dokumentacji przechowywanej w zbiorach Studium Polski Podziemnej w Londynie, wynika, że wiosna i latem 1943 r. władze polskie w Londynie proszą KGAK o bliższe informacje na temat organizacji konspiracyjnej płka Polaka, której nazwa najprawdopodobniej brzmi Polska Organizacja Niepodległościowa. W tym kontekście pojawiają się dwa nazwiska: płka Smysłowskiego i Bondarowskiego. Funkcjonują one na styku środowisk tzw. Białogwardyjskich i Abwehry. Wszystko wskazuje na to, że ci dwaj pułkownicy – to agenci Abwehry.
Poza tym, jak na razie, o tej organizacji nie wiemy nic.
Ale dlaczego postać płka Polaka ma fundamentalne znaczenie w tej historii? Otóż mieszka on w tym samym domu, co Śmigły u Raczyńskiej. Ponadto ustalono, że Polak choruje na angina pectoris, a w budynku tym zamieszkuje pod przybranym nazwiskiem Adam Zawisza – pod takim samym ma być pochowany rzekomy Śmigły!
Ponadto płk Polak, chociaż młodszy, jest łudząco podobny do Marszałka.
Jak się wydaje to on był badany przez lekarzy i brał udział w tej całej mistyfikacji i w działaniach, mających na celu pozwolenie Śmigłemu żyć dalej i działać pod nikomu nie znanym, konspiracyjnym nazwiskiem.
Płk Polak zmarł w 1982 r. …..
A Śmigły?
Chory na gruźlicę zostaje wywieziony do Szpitala Przemienienia Pańskiego, potem na ul. Słupecką, gdzie odbywa rekonwalescencję, następnie do Braci Marianów na Bielany, potem do pewnego majątku nad Bugiem i do pensjonatu w Świdrze. Choroba nadal postępuje i Marszałek jest przewieziony do sanatorium w Otwocku i 3 sierpnia 1942 r. tam umiera na gruźlicę.
Tyle udało się ustalić…
No, to w takim razie, kto jest pochowany na cmentarzu powązkowskim? Gdzie jest faktycznie grób Śmigłego?
Wiemy, że w czasie pobytu w Warszawie prowadził dziennik, którego dotychczas nie odnaleziono.
Razem z mistyfikacją śmierci Śmigłego w grudniu 1941 r. miała zostać wymazana z historii sprawa kontaktów z Niemcami, w którą zamieszani byli znaczący politycy i to nie tylko w okupowanej Polsce….
Prof.dr Paweł Wieczorkiewicz : to brzmi prawdziwie sensacyjnie. Czy jednak jest to prawdą? Czy Śmigły rzeczywiście zmarł w Otwocku w 1942r. Są dwie możliwości weryfikacji informacji:
Po pierwsze – wiemy, że okoliczności śmierci Marszałka w 1941 r. nie są jasne. Sama Maxymowicz-Raczyńska miała, co do tego pewne wątpliwości. Jeśli istotnie śmierć byłaby śmiercią Śmigłemu zadaną, czego wykluczyć do końca nie można, do upozorowania dalszego życia jest logiczne. Oddala podejrzenia od sprawców usunięcia go w roku 1941.
Ale jest druga możliwość. Wiemy skądinąd, że gen. Sikorski wydał rozkaz degradacji i wykonania wyroku na marsz. Śmigłym. Jeżeli tego wyroku nie chciano wykonać, co także jest prawdopodobne, trzeba było zrobić wszystko, żeby w 41 r. upozorować jego śmierć, żeby Londyn przestał się interesować losami tego człowieka, żeby dać mu spokojnie dożyć do końca jego dni – tych kilka miesięcy….
Jadwiga Maxymowicz-Raczyńska i płk Polak już nie żyją.
Ale mamy świadectwo córki lekarki leczącej śmigłego w Otwocku, mamy świadectwo Bogdana Moszczyńskiego, który od swego ojca kpt. AK Edwarda Moszczyńskiego ps. Ignacy, dowiedział się, że na otwockim cmentarzu, obok grobu jego matki leży Śmigły. Grób ten istniał jeszcze w latach sześćdziesiątych – prosty, drewniany krzyż z nazwiskiem Niewiadomski.
Zygmunt Osuch – otwocki elektryk, w maju 1955r. zakładał instalację na tym cmentarzu. Dowiedział się od opiekuna cmentarza, ze leży na nim Marszałek.
Żołnierz wywiadu ofensywnego AK Andrzej Ulatowski – obecnie mieszkaniec Gdyni – oświadczył, ze nie otrzymał upoważnienia od swego już nieżyjącego dowódcy i w sprawie Śmigłego nic nie powie. Dlaczego?
Czy ta sprawa, podobnie jak sprawa zagadkowej śmierci Sikorskiego, kiedyś ujrzy światło dzienne?
Kiedy będziecie na Cmentarzu Powązkowskim i zatrzymacie się przy kwaterze 139, to zdajcie sobie sprawę, że osoba tam pochowana nie jest Edwardem Rydzem – Śmigłym.
Puzdro.
Wy w tę wojnę beze mnie nie leźcie. Wy te wojnę beze mnie przegracie.
Marszałek Józef Piłsudski